Raport z Kisielu Czwartkowego #64
18.09.2003
Wesoły nam kisiel dziś nastał i uroczyście było że hej. Dzień zaczął się miło i radośnie,
niczym granat w gaźniku magnokraftu. Najpierw proufolskie, tajemnicze Radio M udało
się zakłócić poprzez szarpanie drutem od spłuczki, następnie zawył alarm w jednym z bojowniczych komputerów -
w obliczonej akurat jednostce seti znalazły się całe garście tripletów i gausianów.
Kwatera ufoli zlokalizowana! - krzyknęli bojownicy, rzucając się do odczytu pozycji, z której pochodziła próbka.
Wynik był jakże oczywisty - budyniowy dom, Washington DC, USA.
Jednak do największej euforii doszło, gdy nowy, stuprocentowy bojownik Witoszczak, zawitał w skromne
progi Kwatery Głównej RO. Kisiel i łzy spływały po ścianach. Bulgotliwe śmiechy dławiły się w wypełnionych
po brzegi kubeczkach. Harcom, hulankom i swawolom końca nie było. Zobaczmy po kolei, jak to wyglądało.
|
Bojownik Robin spóźnił się tego dnia na poranną modlitwę do doktora Pająka. Ale miał w tym swój cel.
Przez kilka godzin gził się przed lustrem w łazience, przekładał perukę na wszystkie strony i naklejał
dwudniowy zarost zrobiony z opiłków po ostrzeniu noża. Przede wszystkim przymierzał jednak i dopasowywał
do swojego wysportowanego na treningach tłucz-fu cielska, oporowy mundurek, który tajny oporowy kurier
dostarczył mu w ramach misji samobójczej w nocy, prosto z oporowego butiku. Bojownicy pierwszy raz mogli
zobaczyć, jak należy nosić imię Ruchu Oporu i mistrza naszego Pająka doktora. Zachwyty i obmacywania Robina
nie miały końca, a podziw nad kubeczkiem kiślowego przeznaczenia dało się słyszeć nawet w magnokrafcie Karoliny.
Godny to strój a kubek jeszcze godniejszy na powitanie w szeregach nowego stuprocentowca...
|
|
Witoszczak wpadł do kwatery RO niczym tajfun nad brzegi krapów zjednoczonych. Z okazji swojego wielkiego święta dostąpił
zaszczytu mieszania kisielku na siedząco. W trakcie tej ćwiczącej nadgarstki czynności, bojownicy, śliniąc się obficie,
rzucali anegdotki na temat oporowego życia. Każdy jednak w mózgu miał kisiel, a przynajmniej myśli o nim, bowiem
przyjacielska woń skondensowanych w profesorskiej mazi owoców, niosła się po oporowej kantynie. Na zdjęciu widać też
kolaborantkę Izę, przebywająca w kwaterze RO w ramach odtrucia pobudyniowego. Przyszła na leczenie z pewnym niedowierzaniem,
jednak wystarczyło tylko kilka brzdęknięć opaćkaną kiślem lyżeczką o kubek, by muzyka szczęścia i świadomej drogi życiowej,
wypełniła po kres serce i umysł wolnej od tej chwili od budyniowego nałogu kolaborantki.
|
|
Wtem głos jakiś zadudnił niczym stary klucz francuski wrzucony do żeliwnej wanny. To bojownik Dejf zachrypiał:
do dekoracji wystąp!. Witoszczak, blady ze strachu, w najbardziej uroczystej chwili stanął na spocznij,
jednak rozumiejący natłok emocji w tak doniosłej chwilii bojownicy milczeli ze zrozumieniem, patrząc jak
czterokrotny stuprocentowy bojownik Robin wręcza Witoszczakowi złoty, połyskujący w słonecznym blasku, młot na ufole.
Wielkieś ty uczynił procenta w kwize naszym, przyjmij ten oto tłuczek, byś ufoli nim straszył -
płynęły oficjalne słowa przemowy wszewilczej. Wyrzekam się ufoli, budyniu i Karoliny. Gdzie tłuczek-miazgoryj mój
pójdzie tam i ja pójdę - wtórowały im słowa przysięgi. Z oporowej kanciapy zazdrośnie wygląda bojownik
Bartek, który od dłuższego już czasu pilnie wytęża istotę szarą mózgu swego, by kwiz poprawnie rozwiązać. Ostatnio nawet
przeżywał załamanie nerwowe po tym, jak zrobił błąd w pytaniu Czy Karolina jest ufolem? i obiecał wziąć się
solidnie do pracy, jednak marne były tego efekty. Podczas odświętnego kisiel-daya zmarnował aż dwie torebki kisielu
a w oporowym kubeczku wyczwarzył jedynie wodnistą zupę kiślową. Nie wszyscy bojownicy jak widać są przygotowani
na zadania intelektualne ale i takich Ruch Oporu pod swe opiekuńcze skrzydła przygarnia.
|
|
Tradycyjnie już, skumulowana w tłuczach moc, została połączona. Wygłodzony Witoszczak pomyślał w tej chwili
o kisielu i odruchowo wsunął niezajętą tłuczkiem łapę w gacie, zapominając, że parujące kubeczki tej
życiodajnej substancji stoją cierpliwe na stole. W tle bojownik Bartek poraz kolejny wlewa wodę do kisielu, zapominając
o starym oporowym przysłowiu.
|
|
W tym czasie fotoreporter Ruchu Oporu, zasłużony stuprocentowiec Noster, tarzał się po podłodze szukając
idealnego promyka światła, by dla potomnych uwiecznić wizerunek kisielu w pełnej krasie. Na najlepsze oświetlenie natrafił
pod stołem, gdzie promienie słońca w sposób niezgodny z prawami fizyki, załamywały się na pomieszanej skarpecie
Robina, dając uroczy kiślowy blask. W najbliższym czasie Sekcja Plakatów Redakcji Ruchu Oporu działąca przy
przy Dziale Propagandy zamierza oplakatować miasta świata tym oto przecudnym wizerunkiem, nakłaniając w ten sposób
przechodniów do spożywania galarety mądrości.
|
|
Nowy stuprocentowiec dostępuje zaszczytu przetestowania smaku kisielku z dwóch różnych kubków.
Przed testem stwierdził, że kisiel zawsze dobry. Pewnie i racja, bowiem profesorska maź smakowałaby
każdemu bojownikowi, nawet jedzona z kalosza sąsiada za pomocą łyżki do butów, jednak co wrażliwsi bojownicy
baczą czasem na walory estetyczne, propagandowe i wyczuwają również smak mentalny potrawy. Na szczęście
Witoszczak okazał się nie mieć kubków smakowych trenowanych na mydle z egipskich goryli piaskowych i
szybko wyczuł różnicę. Pociamkał z jednego kubka, pociamkał z drugiego i szybko zrozumiał, że jeść kisiel
w plastoceramice za 5,70 z ufolskiego dżanta może jedynie w warunkach bojowych. W domu, w kwaterze Ro, czy
na randce z kiślową magazynierką poprzysiągł sobie i zgromadzonym wokół bojownikom, jeść kisiel tylko w przeznaczonym
do tego kubeczku z nowozelandzkiej porcelany.
|
|
Spójrzmy na piękny niczym iskrząca zapalarka, sielankowy wygląd Witoszczaka, po wychłeptaniu kisielku
z oporowego kubeczka. Prawa dłoń łagodnie masuje delikatną porcelankę, lewa skubie kubeczek w uszko.
Rozkosz na twarzy sięga zenitu. Jedynie lewe oko czujnie kontroluje, czy aby kolaborantka Iza,
rozsmakowana w kisielu, nie zechce spróbować nektaru jaźni z bojowniczego kubeczka. O nie kolaborantko - pamiętaj,
że takich kubeczków w ramach detoxu nie podajemy naszym pacjentom. Kiedy wzorem Witoszczaka uporasz się z kwizem,
zaszczytu dostąpisz a i tłuczek własny otrzymasz.
|
|
Że człowiek po spożyciu kisielu skory do harców jest, wie nawet bojownik Bartek, jednak to co wstąpiło
w Witoszczaka, Robina i Dejfa można jedynie nazwać tłuczkową orgią, szałem zręczności i cyrkową nadtłuczkością
precyzji. Młotki furkotały w powietrzu niczym kombajn na ufole. Bojownik Dejf, w koszulce przodownika pracy,
uparł się że w jednostce czasu wykona najwięcej podrzutów, przez co rozsynchronizował piękny układ.
Trzeba mu jednak wybaczyć - zapędy stachanowskie ma już bowiem odkąd zaczął na ilość sączyć kisiel z piersi matki,
co odbiło się na jego wadze i wyglądzie. Zadziwiająca okazała się być zręczność Witoszczaka, którego tłuczek
furgał w powietrzu PRAWIE tak dobrze, jak starych tłuczkowych wyjadaczy. Okazało się, że nowy stuprocentowiec
ćwiczył wielokrotnie w sklepach AGD i innych żanach, narażając się na bójki z ochroniarzami (oczywiście tylko tymi ufolskimi),
na których z kolei metody tłucz-fu wdzięcznie trenował.
|
|
Po artystycznym rzucaniu tłuczkami w powietrze przyszedł czas na realne zatłukiwanie.
Bojownik Dejf z ochotą zaprezentował jak należy walić budyniojada w dupomordę na przykładzie
najbardziej znienawidzonego przez siebie ufola.
|
|
Po męczącym tańcu z tłuczkami felczer-poeta Dejf pogrążył się w zadumie. Zebrani bojownicy poraz pierwszy mogli podejrzeć,
jak w bojowniku rodzi się wena, dzięki której słowa pochwalne ku czci doktora Pająka powstają. Skumulowana w tłuczkach
energia smyrała mózg, woń kisielu pieściła zmysły. Po dłuższym namyśle, w czasie którego, dla podtrzymania nastroju,
bojownicy zamarli w absolutnej ciszy (nie licząc dźwięku przewracającego się Bartka, który właśnie zemdlał na widok kapusty
pekińskiej w lodówce), Dejf zdecydował się na akt recytatorski. Kisielu słodki jak tajemnica, cudna mazio z mych jaj,
nie odkręcę dla ciebie prysznica, bo wiem, że ty jesteś naj.. Bełkotliwy głos odbijał się od ścian i dudniąco rezonował
w żyrandolu. Ślina spływała po ścianach.
|
|
Gdy Dejf kończył ostatnią zwrotkę
słonko wyjrzało zza chmury i zawitało w oporowej kantynie radosnym promykiem. Fotoreprter Noster
wiedział, że druga taka chwila może sie nie pojawić. Niczym magnokraft z zapchanym magnetycznym kominem, runął na
podłogę przechwytując po drodze kultowy kubeczek. Światło, kadr, przysłona, pstryk! Oszołomieni bojownicy
płakali sobie nawzajem w rękawy z podziwu nad pracowitością i refleksem bojownika. Wszyscy dobrze wiedzą, że równie
biegle jak aparatem włada on tłuczkiem śmiercionośnym.
|
|
Po części artystycznej przyszedł czas na paranaukę. Dejf i Witoszczak zademonstrowali lewitację tłuczków
za pomocą energii manualnej. Robin, uświadamając patrzącą z niedowierzaniem kolaborantkę Izę, przytoczył
myśl starego mistrza tłucz-fu: prawdziwa siła jest lekka jak piórko.
|
|
Podniecony chwilą, bojownik Robin decyduje się poddać próbie odwagi. Napina zwiotczałe mięśnie
i ucieka myślami w przyszłość, wyobrażając sobie swoją wizytę w domu doktora Pająka. Osiąga stan nirwany.
W tym czasie bojownicy przygotowują się do precyzyjnego rzutu tłuczkami, nie chcąc uszkodzić cennego przecież
dla RO RObina. Na zdjęciu widzimy jak z użyciem swych prawic wytwarzają tunel energii manualnej, do którego za chwilę
wrzucą tłuczki. Robin z testu wyszedł cały i szczęśliwy.
|
|
|
Po wymęczającym umysły treningu bojownicy postanawiają oddać się lżejszej rozrywce.
Uwzględniajac fakt, że w kantynie znalazła się kobieta, postanawiają zorganizowac pokaz mody
oporowej. Na zdjęciu widzimy Witoszcaka we wdzianku bojownika idącego na akcję. Budynioochronna koszula
z możliwością łatwego schowania w niej (dla niepoznaki) jak największej ilości antyufolskiej broni,
to podstawowy element takiego stroju. Kiślowa czapeczka pomaga skupić się na wykonaniu zadania.
Przerażone oko Robina w tle, to de facto oko wyobraźni, które już zobaczyło, jaką masakrę wśród
ochroniarzy hipermarketu jest w stanie wyrządzić tak przystrojony Witoszczak.
|
|
|
Na co dzień nieśmiały bojownik Dejf odważył się zaprezentować nową fryzurę oporową.
Wodospad tłuszczu spływający z dejfowych włosów znacznie ułatwił precyzyjne ulokowanie tłuczka oporowej,
od lat niewidomej, fryzjerce.
Nie łudźmy się - z taką fruzyrą (i twarzą) na pewno nie da się poderwac żadnej kolaborantki o bojowniczce nie
wspominając, jednak jest to skuteczny sposób na wniesienie do akcji zapasowego tłuczka,
w razie gdyby tłuczek główny za głęboko utkwił w budyniowym ciele ufola.
|
|
|
Na zakończenie Witoszczak postanowił udowodnić, że nie tylko na siłowni i w hipermarketach spędza czas
i że zna sie również trochę na kulturze. W tym celu zbudował oporową rzeźbę, włączając w nią siebie, jako
element mający zachwiać, pochodzącą przecież z kosmosu pozaziemskiego, symetrią. Fotografujący Witoszczaka Noster
dla uatrakcyjnienia kompozycji spowodował lekkie zawirowania czasoprzestrzeni za pomocą kiślowego beknięcia.
Wszystkim spodobała się rzeźbo-kompozycja, niosąca wyraźne przesłanie antyufolskie. Bojownik Bartek próbując bić
brawo stłukł kubek ze swoją kiślową zupą na zimnej wodzie gotowaną.
|
|
Powrót do sekcji kiślowej
Dodaj opinię
|
Pokaż wszystkie
|
|
[RND] i największy gór
|
|
witoszczak to mój bradaz, największy wymiatacz po tej stronie gór , szacuneczek pis, buziak, i wielkie joł maj bradaz from gren ajlend |
| Skomentuj
|
|
|
Do Foxa Muldera
|
|
Wczytaj się w słowa, przypatrz się zdjęciom. I Ty możesz zostać tak potraktowany, gdybś tylko stawił się w Kwaterze Głównej RO w jakiś słoneczny czwartek. Twój tłuczek, dzielny stuprocentowcu, wciąż czeka na Ciebie. Po co się ukrywać?... |
| Skomentuj
|
|
|
[RND] agenta? to kwiz
|
|
A może to świadczy o tym, że ufole przejrzały nasz kwiz i wystawiły śmierdzącą kukłę foxa jako 100% bojownika i teraz boją się zdemaskowania swojego najlepszego agenta? |
| Skomentuj
|
|
|
[RND] wlasnie Ahh, wlasnie
|
|
niach niach niach. Oto wlasnie podrecznikowy kisielday. Ahh, gdzie sa chlopcy z tamtych lat. |
| Skomentuj
|
|
|
Stare dobre czasy...
|
|
Organizujta nowy! |
| Skomentuj
|
|
|